Blog > Komentarze do wpisu
Wrażenia po debacie

Minęło już półtora tygodnia od debaty, zostałam już nawet pogoniona, by coś o niej napisać, więc oto kilka słów subiektywnego podsumowania.


Przede wszystkim, jestem zadowolona z wzięcia w niej udziału. To ciekawe, choć nie pozbawione stresu, doświadczenie.

Od początku wiadomo było, że temat biseksualizmu nie za bardzo nadaje się na debatę typu oksfordzkiego, chociażby ze względu na trudność w sformułowaniu tezy i ten fakt wydaje mi się, że mocno wpłynął na całokształt eventu. Ostatecznie tezą było zdanie "Biseksualizm jako wygodna orientacja", my natomiast byłyśmy w grupie argumentującej przeciwko tezie. Moje wrażenie było takie, że temat ten wyczerpie się szybko i będzie to dość mechaniczna, płytka rozmowa, i może tak właśnie by było, gdyby nie swoboda z jaką dyskusja się potoczyła. Z pewnym niesmakiem muszę stwierdzić, że "swoboda" moim zdaniem była chyba zbyt wielka i wielokrotnie zupełnie schodziliśmy z tematu, nie tylko wygody bycia biseksualistą, ale i biseksualizmu w ogóle. Oczywiście, pewien luz był jak najbardziej wskazany i dzięki temu dyskusja była interesująca, ale (tu zastrzeżenia mam do - pardon, nie pamiętam imienia - jednego z członków drużyny przeciwnej) wielokrotnie rozmowa dotyczyła poliamorii, seksu oraz zdrady w ogóle. Bo ileż można tłumaczyć, że biseksualiści to nie są z zasady poligamistami/poliamorystami lub że biseksualizm nie polega na pieprzeniu się z osobami obu płci, lecz na tworzeniu z nimi relacji? I to szczególnie, gdy we wstępie do dyskusji i zapowiedzi tematu padła definicja tego, czym biseksualizm jest.

Niestety sposób argumentacji (klasyczna obrona stereotypów i przejście "od szczegółu do ogółu") tejże osoby działał mi na nerwy i psuł wrażenie. Miałam nieprzyjemne retrospekcje z mocno homofobicznych wypowiedzi, nieprzymierzając np. pana Cejrowskiego, i szczerze zastanawiałam się jak to możliwe, żeby osoba tak zamknięta w stereotypowym myśleniu i niedoinformowana, brała udział w publicznej debacie, używając tego niedoinformowania jako argumentu. Przykład, który mnie specjalnie zadziwił, a który chyba dobrze obrazuje co mam na myśli, to moment, w którym owa osoba mówiła (nie pomnę pytania, na jakie odpowiadała, bo i to z reguły umykało w ferworze wypowiedzi), że skoro ci biseksualiści są i chcą się wiązać, to niech wchodząc w związek z kimś informują, że są bi i kiedyś zachce im się drugiej płci, więc znajdą sobie kogoś jeszcze - wtedy monogamiści mogliby od razu zdecydować czy chcą żyć w wielokącie lub być zdradzanymi. Miałam akurat okazję odpowiadać na tę wypowiedź i aż cisnęło mi się na usta, by wykrzyczeć tylko "Mylisz pojęcia! Biseksualizm to nie poligamia/-amoria!!!".

Zresztą, ten tok rozumowania i prowadzenia dyskusji, gdzie nasza strona właściwie głównie odpierała stereotypowe zarzuty, dość mocno dał się odczuć w reakcji publiczności, która swoje pytania kierowała przede wszystkim do grupy przeciwnej. Co ciekawe, największe emocje zarówno u rozmówców, jak i słuchaczy, wzbudzała rzeczywiście kwestia poliamoryczności niektórych ludzi, a nie biseksualizmu, co myślę, że jest dobrą sugestią na temat tego, o czym warto podyskutować następnym razem.


Wynik debaty był dla nas, biseksów, korzystny - przed rozpoczęciem 6 osób ze słuchaczy popierało tezę, 8 było jej przeciwne, reszta wstrzymała się od głosu. Natomiast po debacie jedynie 3 osoby były za tym, że biseksualizm jest orientacją wygodną, a aż 17 stało po stronie przeciwnej. (Szkoda, że nie zanotowałam ilości osób wstrzymujących się, ale "na oko" w sali było mniej więcej 30 słuchaczy.)


I to tyle, ja się piszę na więcej kiedyś w przyszłości, Svefn nie ma wyjścia, bo i tak w tym siedzi po uszy ;) Wszelkie pytania proszę zgłaszać w komentarzach.




PS. Czy wiecie (oczywiście, że nie wiecie, bo się nie pochwaliła!), że Svefn została koordynatorką KPH Wrocław?

sobota, 05 czerwca 2010, melankolija

Polecane wpisy

  • Plany na kwiecień - bis

    Żeby formalnościom stało się za dość: W związku z żałobą narodową, zawieszone zostają wszystkie eventy organizowane przez KPH do 18.04 włącznie. Najbliższa Impr

  • Plany na kwiecień?

    Tak, KPH pożera mi ostatnio dużo czasu i znowu tylko notka z zapowiedziami wydarzeń. Jakoś nie mam czasu usiąść i poskładać tych tematów, co mi się w głowie mno

  • Rozmowy niekontrolowane

    Jestem ostatnimi czasy zdecydowanie zbyt przemęczona żeby zaprzątać sobie głowę obrażonymi nieznajomymi na gadu (czego zresztą nie robię w żadnym stanie umysłu)

  • I po debatach

    Po debat kandydatów trzeciej turze, nie wiem komu prezydenturę wróżę. Ciosy poniżej pasa, amerykańska krasa. Szanse Clinton i Trump'a jednako duże.  

  • Trump vs Clinton

     Kandydaci są w oparach, spierają się co niemiara. Trump versus Wamp, boli hipokamp, gdy z ust bluzgi lecą i para.   &

Komentarze
Gość: Labryska, *.tvkablowa.com.pl
2010/06/07 03:22:03
Ciekawa debata, ja bym była po Waszej stronie mimo iż sama jestem lesbijką. Owszem, są takie osoby, które zmieniają partnerów/ki jak rękawiczki, ale czy brakuje ich też wśród hetero i homo? Wszystko zależy od danej osoby, nie można uogólniać wobec biseksualistów/ek tak ważnej sfery życiowej jaką jest tworzenie związków. Moja przyjaciółka jest bi, tworzy od ponad roku udany związek z dziewczyną, od zawsze pragnęła miłości, a nie tylko zaspokojenia swoich żądzy. Łączę się z Wami :) zakochana-w-dziewczynie.blog.onet.pl
-
Gość: Lord_Huszejn, *.ssp.dialog.net.pl
2010/06/08 11:23:09
Temat bardzo intrygujący, niestety odkryłem dopiero teraz że była taka debata, bo chętnie bym się na nią wybrał. Boli mnie czasami jak przeglądam internet i czytam wypowiedzi niektórych ludzi, homo lub hetero, że "to tylko etap przejściowy", "boisz się po prostu przyznać" lub "będziesz musiał podjąć decyzję". Nie twierdzę że każdy tak uważa. Moi przyjaciele, fakt, akceptują to kim jestem i nie przeszkadza im to, ale jak chciałem stworzyć związek z facetem, to on uciekł krzycząc praktycznie że jestem bi. Boli mnie to że ludzie, szczególnie ci co są homo, nie akceptują naszego stylu życia, traktując nas jak zarazę, gdzie powinniśmy otrzymać od nich najwięcej wsparcia, to nie, traktują ans tak jak sami byli traktowani, a czasami nawet gorzej.
Jeszcze raz żałuję że nie dowiedziałem się o tej debacie wcześniej, wiem tylko że będę musiał bardziej teraz uważać na takie rzeczy.
-
2010/06/13 18:16:53
No prosze, dyskusja o biseksualiźmie skończyła jako dyskusja o poliamorii? Jakże zaluje, ze Wroclaw tak daleko ;)

Melankolija, jak rozumiem, jestes zdeklarowana monogamistka? Wiesz, to jest tak, ze niby temat inny, ale... no wlasnie, bo w praktyce ten stereotyp o bi jako puszalskich ma ziarno (a raczej polodowcowy glaz) prawdy. Polegajace na tym, ze, tu zacytuje badanie Loving More, 60% poli to te wstretne biszkopty sa ;) Jak to w druga strone wyglada pojecia nie mam, to prawda, no ale wyglada, ze jednak bi sa mniej mono niz reszta populacji. Ale rozumiem, ze ta osoba o ktorej mowisz to byla oburzona tym faktem, ze nie sa mono, w sensie, ze przeciw byla?

Chociaz: "skoro ci biseksualiści są i chcą się wiązać, to niech wchodząc w związek z kimś informują, że są bi i kiedyś zachce im się drugiej płci, więc znajdą sobie kogoś jeszcze - wtedy monogamiści mogliby od razu zdecydować czy chcą żyć w wielokącie lub być zdradzanymi." jest zabawne. Zasadniczo, informowanie o tym, czy sie jest mono czy poli to najlepiej jeszcze przed "pierwsza randka" (wiem, wiem, koledze sie pomieszalo bi z poli i w ogole jeszcze wtrety, ze "zachce sie drugiej plci". Tak jakby ci homo/hetero to w ogole do smierci z jedna osoba zawsze, no ja przepraszam :D). To w dosc oczywisty sposob rozsadne, tak jak informowanie o innych waznych rzeczach. Z drugiej strony, wcale nie uwazam, zeby fakt, ze poli jest mniej zobowiazywal do czegokolwiek. Niech nie zaklada z gory, ze wszyscy sa mono (hetero, cisgender, whatever), co to za przywileje w ogole :p (w praktyce oczywiscie jak juz z kims rozmawiasz o czyms innym niz pogoda...)

Inna sprawa, ze jak kolega ma problem z brakiem wylacznosci w seksie, czy w ogole w romantycznych relacjach, to znaczy tyle, ze kolega ma z tym problem, a nie ze jest w tym cos zlego, z samej istoty.

PS: Czy to o Svefn to znaczy, ze KPH Wroclaw nie bedzie bifobiczne? Bo jak na przyklad czytam Replike to mam wrazenie, ze B pojawia sie tylko w tytule i to chyba z koniecznosci...
-
2010/06/13 18:31:03
Tomku,
Jak chodzi o rozmówki w trakcie debaty, które poruszyłeś, to mamy bardzo podobne wrażenia i koniec końców moją odpowiedzią wtedy było, że skoro tak, to każdy (bi, homo, hetero, mono, poli etc.) powinien wchodząc w związek informować "łaskawie", że nie jest w stanie zapewnić stuprocentowej trwałości swego uczucia, bo przecież nikt nie jest. Takie trochę "Dzień dobry, nazywam się Kasia, kocham cię, chcę z tobą być, ale kiedyś mogę cię zdradzić" ;)

O bifobiczności KPH nic mi nie wiadomo. Małą mam z nimi styczność i nie zauważyłam takowej, zaś w kwestii zmian, to niech się jednak Svefn wypowiada - może coś jest na rzeczy.


PS. Pytanie o moją "-gamiczność" jest pytaniem trudnym, ponieważ tę część swojej tożsamości uważam za jeszcze niedostatecznie uporządkowaną. W praktyce, jak do tej pory tworzę związki monogamiczne. W teorii, sama jeszcze nie wiem do czego jestem "zdolna".
-
2010/06/14 12:47:10
Melankolija: "Dzień dobry, nazywam się Melankolija, kocham cię, chcę z tobą być, ale nie wiem do czego jestem zdolna (tu wstawiamy groźną minę)"

Potencjalna ofiara, uh, przepraszam, partner/ka: "Eee, przepraszam Cię na chwilę, musze skorzystać z toalety, zaraz wracam!"

:D ;)


Wiesz, nie chodzi mi o jakas otwarta bifobie, a raczej o niewidzialnosc. Co tez przeciez jest forma dyskryminacji, no wyobraz sobie, ze w pismie LGBT nie ma slowa o lesbijkach (czy szerzej, o kobietach). No i też nie wiem zbyt dużo o KPH, nie chcę ich też za bardzo krytykować bo ich lubię, zarówno jako org jak i wiele osób stamtąd. Ale faktem pozostaje, że w ostatniej replice co mi wpadła w ręce przedwczoraj, B się pojawia chyba wyłącznie w podtytule "dwumiesięcznik społeczno-kulturalny LGBT"
-
2010/06/14 14:26:30
Aż muszę poprzeglądać trochę ostatnich artykułów : Całkiem możliwe, że masz rację, co mnie z kolei specjalnie nie dziwi, bo nie od dziś wiadomo, że osoby biseksualne są niewidoczne w społecznym dyskursie dotyczącym LGBT. Tak jak wcale nie tak dawno lesbijki.
-
2010/06/14 17:58:33
Ach, żałuje, że mnie nie było na tym :(
-
2010/06/14 19:03:06
Polecam artykul o seksie lesbijskim. Ktory wlasciwie nie jest o seksie lesbijek a o seksie kobiet w ogole, jak zreszta wylazi w pierwszym akapicie, a co mi przypomina piekna kwestie ktora kiedys uslyszalem od dziewczyny znajomego "kochaj mnie taką jaką leżę" :D (choc tamto nie dotyczylo seksu a zycia w ogole to prawie jak to pierwsze zdanie, ze z facetem to wystarczy sie polozyc, a z dziewczyna trzeba nameczyc)

Inna sprawa, ze fakt, ze te dziewczyny sie identyfikuja jako lesbijki jest... intrygujacy. Ja wlasciwie zgadzam sie z Millarem, a propos orientacji, ze o ile tozsamosc plciowa jest samoidentyfikacja, to z orientacja... no, to bylo w innym kontekscie, ale jak ktos mi mowi, ze jest hetero tylko lubi jak mu facet obciagnie (zeby zacytowac Millara), albo ze jest les tylko na widok dobrze zbudowanego faceta mysli, czy ma penisa dobrego do penetracji, no to mam rozne niezbyt pochlebne mysli. Ale moze to moj gleboko ukryty faszyzm sie odzywa ;)

A co do gejow vs. lesbijek... no liczyc im parytetu w Replice nie bede. Ale, jakby to delikatnie ujac... no, Warszawskie KPH nie sprawia na mnie wrażenia genderowo wrażliwego :D

(a, mialem na mysli tego Thomasa Millara: yesmeansyesblog.wordpress.com/2010/06/10/would-that-make-me-queer/ )