Kategorie: Wszystkie | Kultura | Ludzie | Oglądane | Planer | Rozmowy | Techniczne | Śmieci z Sieci
RSS
niedziela, 30 listopada 2008
faza eksperymentów
trwa
12:59, mademoiselle.elisabeth , Techniczne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 listopada 2008
Wygląd biseksualnego bloga

Tak lepiej?
Nie wiem, wciąż szukam czegoś odpowiedniego - z akcentem fioletu lub tęczy, minimalistycznego, z wąskim nagłówkiem (żeby na stronie widać było też kawałek notek, a nie tylko jakieś zdjęcie;), na jasnym tle, czytelnego.
Z braku laku i kit dobry, czyli tymczasowo zostajemy przy "minimalistycznych kwiatkach", bo tak się owa seria szablonów nazywa.
Na swój prywatny użytek korzystałam kiedyś z wersji czarnej.

15:58, biseksualna.m , Techniczne
Link Dodaj komentarz »
Coming-out, czyli co się mówi
Zdarzają mi się, ale nie lubię pisać "ogólników".
Wolę osobiście - mnie się zdarzyło, ja myślę o tym tak-czy-tak, to czy tamto mnie natchnęło do rozmyślań na dany temat. A nie: uważa się, że…, wszyscy myślą, na ogół jest tak, etc.

Gdybym do tematu coming-outu podeszła jeszcze kilka tygodni temu, pewnie nie miałabym za wiele do powiedzenia - ot, coś w rodzaju oklepanego "Ja się nie kryję z tym kim jestem, a jak komuś się nie podoba, to jego, a nie mój problem". A gówno prawda.
Idealizm precz! - jak mawia rzeczywistość ilekroć kopnie mnie w tyłek.

Bo ten idealizm jest złudny, działa, ale tylko do czasu (jak wszystko, tak naprawdę, ale to bajka na inną noc). Fajnie jest czuć się dobrze ze sobą, mówić otwarcie "jestem bi" wśród ludzi, którym nie robi to różnicy, są tolerancyjni lub choćby traktują cię ze wspominanym "wyrośniesz". Gorzej jak się w tej swojej cudownej otwartości trafi wreszcie na kogoś, kto może mieć jakieś "ale" - co nie jest, jak się przekonałam, wcale takie trudne i może naprawdę zaskoczyć.
Do rzeczy?
Byłam, do pewnego stopnia wciąż jestem, tą dziewczynką z piękną wizją i brakiem doświadczenia w kwestii homofobii. Aż związałam się z mężczyzną, który zupełnie nie zapowiadał tego typu kłopotów. Proste - "widziały gały co brały", bo oczywiście od początku nie kryłam, że bi jestem, ale mimo to, kiedy po jakimś czasie okazało się, że to moje "bi" ma nie tylko stronę teoretyczna, czyli gadanie, ale też praktyczną, czyli znajomych z branży, imprezy, oczy czasem wodzące bezwiednie za ładną dziewczyną, etc., to zaczęły się schody. Zazdrość. Chora, chorobliwa - wszelkiego rodzaju "źle się z tym czuję", "nie podoba mi się, że idziesz na taką imprezę", "nie chcę słyszeć nic o lesbijkach"... Aż wreszcie do niemalże wprost powiedzianego "nie podoba mi się, że TY taka jesteś", za to podkreślanego już bezpośrednio, że najlepiej by było, gdybym została teoretykiem własnej orientacji - nie spotykała się z podobnymi mi ludźmi, nie wchodziła na fora i strony internetowe, nie patrzyła na kobiety, a co najwyżej tylko mówiła [najpewniej szeptem] "jestem bi".

I po takim doświadczeniu, kiedy podobno najbliższa mi osoba, odmawiała mi bycia sobą, tylko dlatego, że to "ja" nie jest heteroseksualne, zaczęłam myśleć, że jednak nie zawsze i nie wszędzie, nie każdemu i nie bez obaw można powiedzieć o tym kim jestem.
Więc początek nowego podejścia.
Dobry początek, bo dziś przeszłam przez CO-ową rozmowę (przez gg, bleh) z bardzo dobrym kumplem i aż miałam łzy w oczach, kiedy wszystko ułożyło się dobrze.

Rozmawialiśmy - bardzo ogólnie mówiąc, bo i rozmowa była ogólnikowa - o moich "kłopotach sercowych":
(M - ja, D - on)
D: Ty to jednak zagmatwana jesteś
M: wiem, ona mi to samo mówi
D: ona?
M: ona.
(minuta ciszy)
D: no to teraz zagmatwałaś mi się jeszcze bardziej :)

Myślałam, że przez tę minutę, że zejdę na zawał. Potem rzeczywiście zeszłam;), kiedy zapytał mnie, czy wolę szczerość czy obłudę, a w mojej głowie od razu powiązało się to z powyższym fragmentem i dałabym sobie rękę odciąć, że zamierza mi powiedzieć coś megahomofobicznego, tylko nie wie jak i sprawdza najpierw grunt :D
A! - i żeby było śmieszniej - powiedział mi, że jest coś dziwnego w tym, że wszystkie ważne kobiety w jego życiu są biseksualne.
I pomyśleć, że ja się głupia bałam :D
05:18, biseksualna.m
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 listopada 2008
tylko homo bronią homo
Znamy ten chwyt - stając w dyskusji po stronie osób nieheteroseksualnych musimy się przygotować, że prędzej czy później padnie (w wersji grzeczniejszej) pytanie lub (w wersji bardziej bezpośredniej) stwierdzenie dotyczące naszej seksualności. Wiadomo - zboczeńcy bronią zboczeńców. Łatwo można nas zaszufladkować, nie trzeba już słuchać argumentów, można nam najwyżej uświadomić, jak bardzo zboczeni jesteśmy i jak bardzo z tym nieszczęśliwi. 

Znamy też  drugi chwyt - ile razy słyszeliście, że homoseksualiści dzielą się z grubsza na dwie kategorie - tych "normalnych", którzy siedzą grzecznie w domach nie afiszując się ze swoją seksualnością i tych "walczących" - skrajną malutką grupę, która chodzi na manifestacje, parady i walczy o jakieś wydumane prawa dla siebie. "Normalny" homoseksualista nie utożsamia się z postulatami tej drugiej grupy, dobrze wie, że jego orientacja nie jest niczym dobrym i że nie należy mu się prawo do odwiedzin w szpitalu, wspólnego opodatkowania, opieki nad dziećmi itd. Homoseksualni działacze psują opinię o środowisku i to ich winą jest społeczna nieakceptacja. 

Dwa stwierdzenia, po których odechciewa mi się już dyskusji, bo z doświadczenia wiem, że nie warto. Ile można walczyć z wpychaniem do ciasnej szufladki, mimo że gołym okiem widać, że szufladka jest za ciasna? 
Tagi: svefn
11:40, mademoiselle.elisabeth
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 listopada 2008
Zmiany na pokładzie.

No i jak powiedziała, tak zrobiła - jest nas już dwie :)

Kilka dni temu nawet skrobnęłam o tym (i o owym także) notatkę, ale nieszczęsne skróty klawiaturowe kiedyś mnie zabiją - klepnęło się nie to co trzeba, no i szlag trafił pisaninę. A od nowa pisać się nie chce. I to mówię ja - ta komputerowa, antywindowsowa i apple-aktywna ;) Inna sprawa, że jeszcze się nie spotkałam na żadnym serwisie blogowym z możliwością robienia szkiców, czy też właściwie - wersji roboczych. Kto używa(ł) Gmaila w wersji www, ten wie, mniej więcej przynajmniej, co mam na myśli. Pisze się i o nic nie trzeba się bać, bo w razie wypadku, kopia awaryjna zachowuje się sama. A tak? Ileż to już razy, przez nieumyślne kliknięcie, błąd serwera, czy inne nagłości, traciłam pieczołowicie spisywaną notkę...?

To jest dopiero złośliwość przedmiotów martwych!

 

PS. Wygląd też się zmieni niedługo, bo na ten patrzeć nie mogę. Coś własnego by się przydało.

A tak na marginesie, to ja mam z feminizmem niewiele wspólnego i wiecie - co złego to nie ja ;) Proszę od dziś zerkać na autorkę tekstu, co by uniknąć nieporozumień :P

01:33, biseksualna.m
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2