Kategorie: Wszystkie | Kultura | Ludzie | Oglądane | Planer | Rozmowy | Techniczne | Śmieci z Sieci
RSS
sobota, 05 czerwca 2010
Wrażenia po debacie

Minęło już półtora tygodnia od debaty, zostałam już nawet pogoniona, by coś o niej napisać, więc oto kilka słów subiektywnego podsumowania.


Przede wszystkim, jestem zadowolona z wzięcia w niej udziału. To ciekawe, choć nie pozbawione stresu, doświadczenie.

Od początku wiadomo było, że temat biseksualizmu nie za bardzo nadaje się na debatę typu oksfordzkiego, chociażby ze względu na trudność w sformułowaniu tezy i ten fakt wydaje mi się, że mocno wpłynął na całokształt eventu. Ostatecznie tezą było zdanie "Biseksualizm jako wygodna orientacja", my natomiast byłyśmy w grupie argumentującej przeciwko tezie. Moje wrażenie było takie, że temat ten wyczerpie się szybko i będzie to dość mechaniczna, płytka rozmowa, i może tak właśnie by było, gdyby nie swoboda z jaką dyskusja się potoczyła. Z pewnym niesmakiem muszę stwierdzić, że "swoboda" moim zdaniem była chyba zbyt wielka i wielokrotnie zupełnie schodziliśmy z tematu, nie tylko wygody bycia biseksualistą, ale i biseksualizmu w ogóle. Oczywiście, pewien luz był jak najbardziej wskazany i dzięki temu dyskusja była interesująca, ale (tu zastrzeżenia mam do - pardon, nie pamiętam imienia - jednego z członków drużyny przeciwnej) wielokrotnie rozmowa dotyczyła poliamorii, seksu oraz zdrady w ogóle. Bo ileż można tłumaczyć, że biseksualiści to nie są z zasady poligamistami/poliamorystami lub że biseksualizm nie polega na pieprzeniu się z osobami obu płci, lecz na tworzeniu z nimi relacji? I to szczególnie, gdy we wstępie do dyskusji i zapowiedzi tematu padła definicja tego, czym biseksualizm jest.

Niestety sposób argumentacji (klasyczna obrona stereotypów i przejście "od szczegółu do ogółu") tejże osoby działał mi na nerwy i psuł wrażenie. Miałam nieprzyjemne retrospekcje z mocno homofobicznych wypowiedzi, nieprzymierzając np. pana Cejrowskiego, i szczerze zastanawiałam się jak to możliwe, żeby osoba tak zamknięta w stereotypowym myśleniu i niedoinformowana, brała udział w publicznej debacie, używając tego niedoinformowania jako argumentu. Przykład, który mnie specjalnie zadziwił, a który chyba dobrze obrazuje co mam na myśli, to moment, w którym owa osoba mówiła (nie pomnę pytania, na jakie odpowiadała, bo i to z reguły umykało w ferworze wypowiedzi), że skoro ci biseksualiści są i chcą się wiązać, to niech wchodząc w związek z kimś informują, że są bi i kiedyś zachce im się drugiej płci, więc znajdą sobie kogoś jeszcze - wtedy monogamiści mogliby od razu zdecydować czy chcą żyć w wielokącie lub być zdradzanymi. Miałam akurat okazję odpowiadać na tę wypowiedź i aż cisnęło mi się na usta, by wykrzyczeć tylko "Mylisz pojęcia! Biseksualizm to nie poligamia/-amoria!!!".

Zresztą, ten tok rozumowania i prowadzenia dyskusji, gdzie nasza strona właściwie głównie odpierała stereotypowe zarzuty, dość mocno dał się odczuć w reakcji publiczności, która swoje pytania kierowała przede wszystkim do grupy przeciwnej. Co ciekawe, największe emocje zarówno u rozmówców, jak i słuchaczy, wzbudzała rzeczywiście kwestia poliamoryczności niektórych ludzi, a nie biseksualizmu, co myślę, że jest dobrą sugestią na temat tego, o czym warto podyskutować następnym razem.


Wynik debaty był dla nas, biseksów, korzystny - przed rozpoczęciem 6 osób ze słuchaczy popierało tezę, 8 było jej przeciwne, reszta wstrzymała się od głosu. Natomiast po debacie jedynie 3 osoby były za tym, że biseksualizm jest orientacją wygodną, a aż 17 stało po stronie przeciwnej. (Szkoda, że nie zanotowałam ilości osób wstrzymujących się, ale "na oko" w sali było mniej więcej 30 słuchaczy.)


I to tyle, ja się piszę na więcej kiedyś w przyszłości, Svefn nie ma wyjścia, bo i tak w tym siedzi po uszy ;) Wszelkie pytania proszę zgłaszać w komentarzach.




PS. Czy wiecie (oczywiście, że nie wiecie, bo się nie pochwaliła!), że Svefn została koordynatorką KPH Wrocław?