Kategorie: Wszystkie | Kultura | Ludzie | Oglądane | Planer | Rozmowy | Techniczne | Śmieci z Sieci
RSS
czwartek, 16 października 2008
Żeński, męski, czy nijaki?
Na pozór prosta sprawa: orientacja seksualna? Bi.
Koniec. Ale czy na pewno?
Prawda jest taka, że osoby biseksualne są tak naprawdę "niewidzialne" i w społecznym postrzeganiu taka orientacja po prostu nie istnieje. I to z bardzo prostego powodu - uwielbiamy ludziom zaglądać do sypialni i wielokrotnie to, kim dana osoba jest, określamy po tym z kim sypia.

"Niewidzialność" biseksualistów na tym się właśnie opiera. Jesteś z kobietą, to jesteś lesbijką. Spotykasz się z facetem - heteryczka. Spotykasz się na równi z obiema płciami? To pewnie nie wiesz czego chcesz i jesteś hetero bąwiącą się/eksperymentującą kosztem innych, bo jakbyś wiedziała, to związałabyś się z kimś na stałe. Halo, jakie "na stałe"? To znaczy, że muszę z kimś być dłuuugo i obnosić się z tym, żeby ludzie mogli po jednym spojrzeniu zakwalifikować mnie do odpowiedniej szufladki w swoich głowach...?
Wiadomo przecież, że z góry zakładamy heteroseksualność napotykanych ludzi i wielokrotnie dopiero jednoznaczne deklaracje potrafią rozwiać nasze pierotne założenia. Ale i tu nie jest tak lekko, co pewnie potwierdzą osoby mające swój coming out za sobą.

Niemalże do tradycji i kanonu zachowań obowiązkowych, należy pytanie właśnie wyoutowującej się osoby o to, czy jest/była już kiedyś w zwiazku z osobą tej samej płci lub nawet bardziej obcesowo - czy spała z takową. Odpowiedź przecząca wywołuje niemal zawsze reakcję łańcuchową, czyli szereg "dobrych rad" i domniemań. Do najpopularniejszych należą: "Przejdzie ci" lub "To taki wiek, każdy kiedyś eksperymentował", "Ee, skoro nie próbowałaś/łeś, to skąd wiesz?", "Tak jasne, każda kobieta, która się zawiodła na facecie, zaczyna mówić, że jest lesbijką" (to w specyficznym przypadku, gdy dana osoba spotykała się kiedyś z płcią przeciwną i po czasie dotarła do niej prawda o własnej seksualności; dotyczy przede wszystkim kobiet), etc.
I o ile osoba homoseksualna może liczyć na to, że wypowiedzi powyższego typu ustaną po pewnym czasie, gdy ludzie zobaczą, że nie jest to "chwilowa zachcianka" itp., o tyle biseksualiści zmagają się z tym całe życie. Pretensje rodziny wobec córki, która zdecydowała się żyć z kobietą i próby jej swatania z mężczyznami, znane są także lesbijkom, ale w przypadku bi realna perspektywa potencjalnej zmiany relacji na "normalne" (czyli np. "nawrócenia się" ze związku z kobietą, z powrotem na mężczyzn), zdaje się być szczególnie podsycającą wszelkie próby "naprawy wszechświata".

Jak sobie z tym radzić?
Szczerze powiem, że nie mam pojęcia. "Niewidzialność" bi ciągnie za sobą całą masę utartych stereotypów i ciężko mi sobie choćby wyobrazić ich obalanie na skalę masową... Ale jakoś radzić sobie trzeba i dobrze, jeśli otaczają nas ludzie o otwartych umysłach, nie poddający się wpływom tego, "co mówią wszyscy".
21:24, biseksualna.m
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 października 2008
Przyzwyczajanie się...do siebie
No i tak od startu właściwie zbieram się żeby napisać coś więcej. Z początku chciałam o ogólnej kwestii postrzegania osób biseksualnych, ale życie (jak zwykle) miało swój własny plan ;)

Piątek 3.10
To dzień mojego kolejnego kroku w mniej znany mi świat, ale od początku...
Na co dzień żyję w heteroseksualnym świecie - wiem, że to może brzmieć absurdalnie, ale jak się zastanowić, to nie jest to takie dziwne. Rozejrzyjcie się dookoła siebie. Kto was otacza? Co widzicie?
Wokół mnie sami heterycy, dziewczyny strojące się dla nie wartych tego facetów, idealistki-romantyczki czekające na "Mr Right", mężczyźni śliniący się do spódniczek i pary - jedne mocniej związane, inne w trybie "off and on again". To w ten dramatyczny sposób patrzenia, a tak naprawdę to po prostu w moim świecie niewiele jest oznak tego, że coś takiego jak homoseksualizm w ogóle istnieje. Czasem motyw pojawi się w rozmowie, ktoś powie, że ma znajomego/znajomą lub ktoś był na jakimś spotkaniu, gdzie poruszano kwestie tolerancji. Ale dla większości tych ludzi, to jest obcy świat.
Dla mnie też tak zawsze było.
Aż w końcu, niewiele ponad rok temu zaczęło mi to ciążyć za bardzo i doszłam do wniosku, że nie potrafię dłużej żyć w szafie. Bo jakkolwiek moim wszystkim znajomym, przyjaciołom powiedziałam, że jestem bi, to nikt tego nie traktował na poważnie, bo też nigdy nie byłam z kobietą. Część omijała temat, część mówiła, że mi przejdzie lub, że mi się wydaje, a ja czułam się jakby mnie ktoś na siłę wtłaczał w ramki, do których nie pasuję.
Zapadło proste postanowienie: zobaczyć jak to jest:)
Nie będę się rozwodzić nad szczegółami, opowiadać poszczególnych perypetii ostatniego okresu, bo przecież miałam dojść do sprawy piątku. A w piątek była impreza - druga taka, o której wiedziałam - tylko dla kobiet, w domyśle dla lesbijek/bi. Na pierwszej byłam umówiwszy się uprzednio z kilkoma dziewczynami z forum Kobiety-Kobietom (pójście samej było ponad moje siły), poznałam trochę pań, wybawiłam się aż do samego końca, a nawet ciut dłużej. Poznałam też E., dziewczynę ze sporą wiedzą, podobnym gustem muzycznym, czymś do powiedzenia w kwestii poezji i do tego z niezłymi nogami;) Spotkałyśmy się jeszcze później, utrzymujemy kontakt i się lubimy, ale platonicznie, bez podtekstów - zresztą obie jesteśmy w związkach, obie z mężczyznami. Na ostatnią imprezę to ona mnie wyciągnęła, choć byłam niemal do szczętu spłukana i nie stać mnie było na takie przyjemności, mimo, że bardzo chciałam.
Koniec końców, ludzie częściowo ci sami, miejsce to samo, muzyka inna, impreza lepsza i jeszcze bardziej "do rana" niż ostatnio.

Hm, przerywam sobie co chwilę pisanie, bo smsowo umawiam się na jutrzejszy wieczorny spacer z H. - dziewczyną, którą poznaliśmy z moim chłopakiem na urodzinach jego przyjaciółki, jakieś dwa tygodnie temu, a którą ja spotkałam na powyższej imprezie. Ciekawy zbieg okoliczności - mój "radar" zadziałał, nie zdziwiłam się widząc ją tam, za to ona mnie - bardzo. I to kolejny przykład na zamknięcie w heteroświecie: choćby twój radar mówił ci nie wiem jak mocno, że ona jest queer, to jeśli widzisz ją z chłopakiem - nie uwierzysz.

Tak naprawdę niewiele zmieniło się w moim życiu od strony zewnętrznej - wciąż spotykam się z tymi samymi ludźmi, jadam w tych samych knajpach, rozmawiam na podobne tematy i wciąż jestem z moim chłopakiem. Świat dookoła wydaje się być wciąż tak samo heteroseksualny, jak wcześniej - przez tych kilka imprez, kilka znajomości więcej, nie przestawił się nagle cały koloryt.
Ale coś przestawiło się we mnie. Nie wpychana przez innych tak brutalnie, nie zmuszana przede wszystkim(!) przez samą siebie, do życia w schematach zarezerwowanych dla innej niż moja orientacji, nie czuję się tak stłamszona. Zwyczajnie czuję się lepiej sama ze sobą.

Wydawałoby się, że to mam już dawno za sobą i że jestem w pełni pogodzona ze swoim biseksualizmem...ale akceptacja samego siebie to za mało. Należy jeszcze żyć w zgodzie ze sobą, inaczej wciąż gdzieś coś będzie uwierać i ugniatać.
Dlatego tak ważne jest, żeby się...nie bać.
Lub raczej - i tu apel do Was - by nie musieć się bać.
20:09, melankolija
Link Komentarze (1) »
piątek, 03 października 2008
Start. Kim jestem?
Skoro już podzieliłam się wrażeniami dnia dzisiejszego, to czas powiedzieć gdzie my w ogóle jesteśmy.

Otóż, witam na Biseksualnym Blogu.
Tytuł znaczący, bo i ja jestem biseksualna, i tematyka ma być około queerowa - o lesbijkach, o gejach, o heteroseksualistach, o byciu bi...o całym tym świecie, który znam z autopsji. Może więcej będzie tu osobistych refleksji, niż odnoszenia się do "spraw ważkich" czy - niedajboże - politycznych, może nie będę głosić prawd oświeconych o tolerancji, paradach, feminizmie etc. - bez tej całej agitacji. Ale na pewno wszystko tu będzie prawdą. Co więcej, najprawdopodobniej będzie to prawdą empiryczną, poznaną przeze mnie osobiście, doświadczoną i nieteoretyczną.
Więcej o mnie? Mam 20 lat, od blisko dziesięciu jestem świadoma swojej biseksualności (licząc od pierwszych kroków, a nie ostatecznego coming outu wobec samej siebie). Studiuję jeden z podobno najbardziej niepraktycznych kierunków, ale kocham to co robię i nie zamieniłabym mojej filologii na nic innego.
Reszta wyjdzie w praniu ;)

A więc, jeszcze raz witam!
(I życzcie mi powodzenia)
03:40, melankolija
Link Dodaj komentarz »
To spojrzenie...
Nie mogę sobie pozwolić na przywitanie się z blogowym światem i swoiste oczepiny Biseksualnego Bloga, nim nie zadam pewnego pytania...

Panowie, Panie - czy zdarzyło wam się otrzymać zupełnie przypadkiem, niespodziewanie uśmiech bogini...?
Bo mnie tak.
Dziś popołudniu, kiedy wracałam zmęczona do domu i marzyłam tylko o tym, by wszyscy ludzie wsiedli na rowery i zostawili tramwaj dla mnie samej, spotkałam boginię. Stała na zatłoczonym przystanku i wyglądała jak mały leśny elf - gładko związane jasne włosy, zgrabne botki na płaskim obcasie i zielony (ale tak intensywnie, słonecznie zielony) płaszczyk, który otulał jej twarz kołnierzem ze sztucznego futra. Niby zwykła dziewczyna, nawet nie do końca mój gust, ale biła od niej taka siła, radość życia - o! ta właśnie słoneczność płaszczyka i jej osobowości - że ciężko było oderwać od niej wzrok.
Wsiadła i zniknęła mi w tłumie. Minęliśmy kilka przystanków, we mnie wzrastała irytacja spowodowana tłokiem i stresem ostatnich kilku tygodni, aż wreszcie tramwaj osiągnął magiczny punkt, w którym przyszło mi wysiadać.
Mam swoje nawyki jak chodzi o komunikację miejską - np. zawsze trzymam się blisko drzwi, bo jeżdżę na krótkich dystansach oraz nie spieszę się z wysiadaniem, ot spokojnie czekam aż tramwaj się zatrzyma i obserwuję wszystkich tych ludzi, którzy już od połowy drogi hamowania przepychają się ku drzwiom. Wobec powyższego często zdarza mi się, że moja ręka naciskająca przycisk otwierania drzwi, styka się z ręką kogoś innego.
Tym razem nie było inaczej.
Nad moim ramieniem przepłynął rękaw zielonego płaszczyka i jej dłoń musnęła moją. Przypadek, wszakże to się zdarza. Ale! Kiedy odruchowo obejrzałam się za siebie, zostałam obdarzona uśmiechem tak ciepłym i tak serdecznym, że poczułam, iż świat mógłby się teraz skończyć.
Chciałabym móc mieć tu choć odrobinę miejsca do popisu dla wyobraźni, ale naprawdę, tylko to przyszło mi do głowy - niech ona się uśmiecha, a świat może robić co chce. Coś fantastycznego.
Wysiadając z tramwaju nie czułam już ani stresu, ani złości, tylko wszechogarniający podziw dla tej drobnej istotki, która w tak prosty sposób przewróciła mi cały dzień do góry nogami.
A! I uśmiechnęłyśmy się do siebie jeszcze raz - tuż po wyjściu, postawiwszy pierwsze kroki na chodniku, ja obejrzałam się na nią, a ona na mnie. Prawda jest taka, że potem jeszcze długo oglądałam się za siebie idąc machinalnie w stronę domu, bo ten zielony płaszczyk napawał mnie optymizmem.

Jeden uśmiech.
Drobna, szczera życzliwość.
To naprawdę może zmienić czyjś świat.
03:27, melankolija
Link Komentarze (1) »
1 ... 11