Kategorie: Wszystkie | Kultura | Ludzie | Oglądane | Planer | Rozmowy | Techniczne | Śmieci z Sieci
RSS
środa, 30 września 2009
wyjdźmy z szafy

Zaczęło się w Stanach Zjednoczonych, a od kilku lat do inicjatywy dołączają kolejne kraje - 11 października obchodzimy Dzień wychodzenia z szafy (Coming out day).

Z tej okazji Lambda i Stowarzyszenie Otwarte Forum przyszykowało ciekawą akcję - zachęcają wszystkich do publikacji na youtubie filmików na temat swojego coming outu. Pierwsze filmiki i szczegóły akcji możecie zobaczyć na specjalnym blogu.

Zapraszam do akcji i może sama dołączę, jeśli dostanę w łapki jakąś kamerkę ;)

poniedziałek, 21 września 2009
Akcent kobiecy, na szybko.
Nie wiesz co zrobić z kolejnym nic nie znaczącym goździkiem od współpracowników na Dzień Kobiet?
Ten wazon może być całkiem dobrym pomysłem ;)
[Uternus Vase by The Plug & Stephanie Rollin]
piątek, 11 września 2009
Magiczne słowo: a-bi-kadabra
Ostatnio (o ile można tak powiedzieć w przypadku tak rzadko aktualizowanego bloga - w tym miejscu kajam się pokornie) pojawiło się tu trochę komentarzy i przyznam, że jest mi w pewien sposób miło wiedzieć, że nie tylko mnie pewne rozmyślania nachodzą.
Za drugą autorkę - Svefn aka Modemoiselle.Elisabeth - się nie wypowiadam, a i ona sama w temacie biproblemów raczej tego nie robiła ;)

W każdym razie, przyglądając się ostatnio różnego rodzaju dyskusjom i ogólnym nastrojom w branży, stwierdzam, że rzecz się rozbija właściwie tylko o związki. Już kiedyś o tym pisałam, że jesteśmy postrzegani przez pryzmat tego z kim jesteśmy aktualnie związani i coraz bardzie utwierdzam się w tej teorii. Oczywiście tylko jeśli chodzi o część ludzi uprzedzoną, pomijam tych, którym orientacja nie robi różnicy.
Ciekawe, że najbardziej biseksualizm zdaje się boleć tych, którzy mają z daną osobą biseksualną najmniej wspólnego, np. znajomi znajomych poznawani przypadkiem na imprezie, których może jeszcze kiedyś zobaczysz, a może nie. Albo forumowicze, którzy są sobie nawzajem znani tylko z postów, a którzy mimo tego, często nawet nie znając osobiście osób biseksualnych, wydają o nich bardzo krytyczne sądy, bazując je na stereotypach.
Ten drugi przypadek, forumowiczów, ma ciekawy wydźwięk, bo nie chodzi już o same dyskusje "ideologiczne", czyli przeciąganie sznurka, ale przekłada się to często na sprawy, wydaje mi się, niezwiązane. Ot, jakiś czas temu miałam okazję czytać wątek, którego autorka miała problem ze swoją dziewczyną, gdyż ta ją zdradziła z inną kobietą, ale przyznała się i chce być dalej z autorką. Zwyczajna sprawa jakich niemało - dać szansę czy nie dać. Dyskusja toczyła się torem wieku, stażu, wzajemnego zaufania, oczekiwań itd. i była zdecydowanie w większości na "tak" w kwestii drugiej szansy. Do czasu aż gdzieś między wierszami nie padło magiczne słowo "biseksualizm" i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, znaczna część osób zmieniła zdanie, a nawet pojawiło się kilka takich, które wcześniej nie brały w ogóle udziału w dyskusji, a teraz były gorliwymi orędowniczkami odrzucenia niewiernej dziewczyny.
Abstrahuję w tym momencie zupełnie od meritum tamtego wątku, czyli czy szansa się należała czy nie. Chodzi mi jedynie o ten zadziwiający mechanizm, który sprawia, że... No właśnie, że co? Że ze zwykłego człowieka jakich wiele, stajemy się zagrożeniem dla każdego kto się zbliży? Że nagle przestaje nam przysługiwać ten sam kredyt zaufania, który zwykle niemal automatycznie dajemy ludziom? Sama nie wiem.

W ogóle magia słowa "biseksualista" jest ogromna.
Ostatnio z pewną przykrością się o tym przekonałam na własnej skórze, kiedy osoba, która zupełnie mnie nie zna, pozwalała sobie na...hmm...przytyki z racji mojej orientacji(?) Nie tyle właściwie przytyki, co zwracanie się do mnie per biseksualistko, takim tonem jakby to była obelga. Znacie to? Ten mocny sarkazm, grymas ust i głos podniesiony na tyle, by każdy potencjalny słuchacz zwrócił na owo słowo szczególną uwagę? O podobnych reakcjach pisałam, gdy chodziło o outowanie się wśród lesbijek.
(Co do samej historii z powyższą dziewczyną, podłoże tej niechęci okazało się ciut głębsze, a tę metodę złośliwości uznała ona po prostu za najbardziej dotkliwą. Cóż, dyskryminacja i to ze względu na coś, na co nie masz wpływu, zawsze jest dotkliwa. Koniec końców, musiałam mocno tupnąć nogą. Miło nie było.)

Nic dziwnego, że potem wiele z nas się nie outuje i często wybiera życie z osobą przeciwnej płci, w odcięciu od homoseksualistów, nie dlatego, że tego naprawdę chce, tylko dlatego, że heteroseksualista raczej nie pyta o orientację, a skoro nie wie, to i nie robi z jej powodu problemów.
03:58, melankolija
Link Komentarze (1) »
wtorek, 28 lipca 2009
Cejrowskiemu ...wała
Właśnie wróciłam do domu po spotkaniu z siostrą i trafiłam na moich rodziców oglądających program "Minęła dwudziesta", gdzie toczyła się rozmowa o homoseksualizmie pomiędzy Cejrowskim a działaczem partii Zielonych (wybaczcie brak nazwiska, w programie nie usłyszałam, a znaleźć nie mogę). Aż usiadłam na kanapie obok i zaczęłam słuchać. W kwestii tego co się działo, to pewnie każdy wie jakimi argumentami pan Cejrowski operuje, więc nie ma o czym mówić ("a pan ogranicza prawa homofobów", "niestety wiem, że w naszym kraju legalizacjia związków homoseksualnych nastąpi, więc swoją rodzinę stopniowo przenoszę do krajów gdzie to jeszcze długo nie będzie miało miejsca", oraz końcowe jego hasło: "namawiam do dyskryminacji pederastów").
Natomiast ja chciałam się podzielić bardzo osobistym spostrzeżeniem, że było mi niezmiernie miło przez te 15 minut siedzieć obok dwójki dorosłych ludzi, którzy jawnie śmieją się z katolicko-homofobicznych zagrywek.
Przynajmniej wiem, że jeśli kiedyś przyjdzie mi się wyoutować przed rodziną, to będę miała do czynienia z rodzicami otwartymi i o podobnych do moich poglądach.
21:11, melankolija , Oglądane
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 lipca 2009
Zawsze pośrodku.
Stwierdzam, że ja mam chyba jednak problem z byciem biseksualistką w związku z mężczyzną. Z tym, że mój problem wynika głównie z kwestii typu "co ludzie powiedzą".
Bo to jest tak: Kiedy spotykamy się z ludźmi, to automatycznie jestem brana przez jego znajomych za hetero. Trudno przecież żebym się każdemu przedstawiała "Cześć, mam na imię […] i jestem bi". Prędzej czy później, jeśli będziemy się widywać częściej, to się dowiedzą, bo to ze mnie zawsze jakoś wypływa, jednak dziwnie się czuję z niewłaściwą etykietką. Trochę taki heteromatrix - niby jest normalnie, ale coś tu nie gra, rzeczywistość jest trochę inna.
Z drugiej strony zaś jest "branża". Trochę na wyrost powiedziane, bo to w podstawie zaledwie kilka znajomych dziewczyn... Chodzę na te imprezy kobiece co miesiąc, poznaję nowych ludzi i często przychodzi mi odpowiedzieć na pytanie o mój status. I co? I najczęściej wtedy nie dość, że wyklęta, bo bi, to jeszcze do tego związana z facetem. No fuj. A we mnie się gotuje jak coś takiego słyszę (o dziwo, zdarza się), czy raczej widzę. To skrzywienie warg, automatyczny dystans. Co najmniej jakbym miała jakąś wybitnie zaraźliwą chorobę.
Arrrgh.
Jaki jest tego wszystkiego efekt?
Niestety smutny. Nie czuję się "u siebie" ani z jednymi, ani z drugimi. Jestem zawieszona w niedopowiedzeniach, pomiędzy ludźmi hetero i homo, a prawdziwie swobodnie czuję się tylko w grupie sprawdzonych przyjaciół, z którymi jeśli będę chciała to mogę spokojnie o tym zawieszeniu porozmawiać. Jak i o wszystkim innym.

Tylko trochę brak tego własnego miejsca w przestrzeni...
00:19, melankolija
Link Komentarze (3) »